aurora-pietraga

img_2112_2

Tak myślę sobie, gdzie ta granica, gdzie ten koniec, czy nasze serce jest niewspółmiernie pojemne?

A przypadek, to wcale nie taki przypadek – to zrządzenie losu, a może fakt dawno zapisany w naszym życiu, czekający na odpowiednią chwilę … ?

Nie tak dawno napotkana kobieta zmiękczyła moje serce jeszcze bardziej, aniżeli sądziłam. Czy można bardziej zmiękczyć cudze serce niż sądzimy na codzień? Sama nie wiem.

Ale okazuje się, że chyba tak – można, bo człowiek naiwny jest w swej głupocie, a czym że jest głupota, naiwność?  Ale co tam, taka karma – często się słyszy.

 

Więc poszłam sobie do lekarza, nie żebym była chora – broń Boże!!!! – przecież matce czwórki dzieci NIE WOLNO chorować, a że dzieci były chore to i do apteki poleciałam biegusiem, żeby wykupić lekarstwa.

A skoro wyrwałam sie na chwilkę, to i do spożywczaka weszłam, żeby kupić coś dla naszej szarańczy. Wychodzę ze sklepu i patrzę, oczom niedowierzam – pod drzewem stoi sobie kobietka – nie młoda już, ale jeszcze nie staruszka – i gada do drzewa. Wysoka gibka brzoza, kojarzy mi się zawsze z dramatem, rozpaczą, płaczem i tęsknotą za ukochaną osobą. Ja przynajmniej mam takie skojarzenie.

Myślę sobie – nieciekawe to życie, człowiek zagania się, a na starość gada do drzewa. Straszny żal ogarnoł mnie do życia, do karmy i do przeznaczenia, że tak musi być, że każdy się zestarzeje wcześniej czy później i doświadczy tego o czym nie chcemy wiedzieć, co nie chcemy dostrzegać obok nas. I drepcę sobie dalej, jednak moje kroki stają się coraz wolniejsze, a słuch się wyostrzył … zwalniam krok i słucham… „no choć że, choć… tutaj i hop… cichoj, cichoj…. ” słyszę, ale mimo że słyszę, to nie rozumiem ani słowa, a że mi głupio bo podsłuchuję, bo w sumie nie wypada i chyłkiem chciałabym się przemknąć by załatwiać dalej swoje sprawy. Sama uczę dzieci, że to nieładnie podsłuchiwać. Ale kobieta rozgląda sie nieporadnie, a że jestem w zasiegu jej wzroku zwraca sie do mnie … – „pomoże Pani???”

Jejciu, a czemu właśnie ja,  ja muszę iść !  A gdzie są wszyscy inni, gdy ktoś potrzebuje pomocy?

I jak tu odmówić? Sumienie mi nie pozwoliło, o ile sumienie jest, bo wiele osób próbuje udowodnić że ono nie istnieje. Dopadła mnie świadomość, że dzieciaki w domu na inhalację czekają, że temperaturę mają, że czekają na lekarstwa, ale czy mogę odmówić tej kobiecie? Pewnie tak, ale jakim bedę człowiekiem ? Moje wewnętrzne ja w kilka sekund wykład mi dało.

Myśli w głowie się kłębią… ale czy podołam?? Kobieta pewnie domu znaleźć nie może i trzeba pomóc.

„Pomogę” – powiedziałam.

„Bo wie Pani tam wysoko wysoko siedzi maleńki kotusiek i nie może zejść, a jak zawiewa ten mocny wiatrzysko, to on piszczy straszliwie i niech Pani sama zobaczy jak się on potwornie boi, jak się trzęsie”.

ZGŁUPIAŁAM …

Rozdziawiłam japę i patrzyłam z niedowierzaniem. Ależ jestem naiwna, przewrażliwona …  na drzewie faktycznie siedział maleńki koteczek , a ja tu już jakieś gadanie do drzewa widzę.

Popróbowaliśmy na wszystkie świata strony zachęcić kociaka do zejścia.  Udało się wreszcze, zszedł na ziemię – głodny, prawie zagłodzony, gapił się na mnie.

Pani mówi, że ona z bloku i nie da rady zabrać kotka, i ten wiek … „sama Pani rozumie …”  i mimo, że bardzo by chciała, i patrzy na mnie tak samo jak ten kot, pytajaco, z nadzieją … a ja … rety mam czwórke dzieci i faceta, codzienna porcja prania, sprzątania, gotowania, mycia garów …. i jeszcze kot??? Odrobaczanie, odpchlanie, sprzątanie, spacerki, kuweta … jejuśku RATUNKU …. nigdy kota … a on tak beztrosko siedzi mi na rękach i mrucząc wtula się w moje cycki.

Nie miałam śmiałości odmówić. Tak wiem, to niejest dobra cecha.

Idąc do samochodu myślałam sobie –  dam mu jeść  i po paru dniach oddam w dobre ręce.

O losie, ależ ja jestem naiwna …. dzieciaki piszczały z radości, a ja powtarzałam dzieciom w kółko… jak kotek wydobrzeje oddamy kotka w dobre rece… „mamo, a nasze ręce nie są dobre?” – zapytała Aurora….

Jejku, czemu mam tak mądre dzieci by w wieku pięciu lat taką dedukcją błyskały. I pomysł oddania kotka stał sie jeszcze bardziej odległy, aniżeli dziesieć minut wcześniej.

I wiecie co ???

To wcale nie koniec tej hostorii, to dopiero początek kociego wyzwania, bo nie mineło dwa tygodnie, a już zostaliśmy szczęśliwymi posiadaczami trzech koteczków…

One thought on “o tym jak kobieta zmiękczyła moje serce

  1. Beatko jaką Ty jesteś dobrą matką, żoną i dobrym człowiekiem!! Czytając tę Twoją opowieść wzruszyłam się do łez!!! A jakie masz mądre dzieciaczki! Takich ludzi jak Ty na świecie jest bardzo niewiele!! Ile w Tobie ciepła, dobroci i brak mi słów pozytywnych aby Ciebie określić!! Niech Cię Pan Bóg ma Swojej opiece i całą Twoją kochaną rodzinkę! Pozdrawiam i baaardzo całuję:):):)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *